Glutaminian monosodowy (MSG): czy naprawdę powinniśmy unikać go w naszej diecie?
Comparaison entre un plat avec MSG et un plat cuisiné naturellement sans additifs

Glutaminian monosodowy (MSG): czy naprawdę powinniśmy unikać go w naszej diecie?

Czym jest glutaminian sodu?

Zanim się na nim dobrze lub źle wyrazimy, warto wiedzieć, o czym mówimy. MSG, dla wtajemniczonych, to skrót od glutaminianu sodu.A jeśli ta nazwa nie wzbudza zaufania, nie jesteś sam.

To po prostu wzmacniacz smaku, mały biały proszek, który wygląda jak drobna sól, ale ma wyjątkową moc: wzmacnia smaki. Nie jest to ani przyprawa, ani aromat, ani barwnik, ale działa jak katalizator smaku. Szczypta wystarczy, aby danie stało się bardziej „aromatyzowane”, głębsze, bardziej umami. Tak, to ten słynny piąty japoński smak, który przywodzi na myśl coś bogatego i pełnego, jak dobry bulion lub dojrzały parmezan.Chemicznie glutaminian sodu jest pochodną naturalnego aminokwasu zwanego kwasem glutaminowym.

Nic dodać, nic ująć. Ten kwas jest już obecny w wielu produktach spożywczych, które jemy codziennie, nawet o tym nie wiedząc: pomidorach, grzybach, dojrzałych serach… Nawet domowy bulion wołowy go zawiera! Różnica polega na tym, że glutaminian jest izolowany,następnie

łączony z sodem, tworząc słynny glutaminian monosodowy. I tu właśnie robi się ciekawie (lub kontrowersyjnie, w zależności od punktu widzenia). Produkt jest często sprzedawany pod nazwami, które brzmią nieco egzotycznie: Ajinomoto,

Moto, lub po prostu „MSG” na etykietach. W Azji jest to podstawowy składnik. We Francji spotyka się z większą podejrzliwością… ale do tego wrócimy.W kuchni jest używany do wzmacniania smakupotraw, zwłaszcza w zupach, sosach, daniach gotowych i przekąskach. To ukryty składnik, dyskretny, ale niezwykle skuteczny. Trochę jak odrobina białego wina w sosie albo świeżo zmielony czarny pieprz na końcu dania, który zmienia wszystko, a my tak naprawdę nie wiemy dlaczego.

Gdzie możemy to znaleźć? Jeśli myślałeś, że glutaminian sodu jest ukryty tylko w kilku konkretnych daniach kuchni azjatyckiej, zastanów się jeszcze raz. Jest praktycznie wszędzie. I często, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Prawdopodobnie jadłeś go już w tym tygodniu, nie zdając sobie z tego sprawy. Może nawet w porze lunchu, w pojemniku z pierogami lub paczce zupy. Przemyca się do

sporo produktów przetworzonych

: chipsów smakowych, sosów w butelkach, makaronów instant, kostek rosołowych, gotowych dań… Krótko mówiąc, wszystkiego, co potrzebuje odrobiny wzmocnienia smaku. Ale tam, gdzie naprawdę się rozwija, to w niektórych kuchniach azjatyckich. W szczególności w kuchni chińskiej, ale także japońskiej, wietnamskiej, koreańskiej… W tych kulturach glutaminian sodu jest postrzegany jako klasyczny składnik, podobnie jak czosnek czy imbir. Często kładzie się go na stole, w małym pojemniku, obok pieprzu i soli. Nic nie może być bardziej powszechne.

We Francji jego wizerunek jest mniej jednoznaczny. Czasami jest postrzegany jako „intruz przemysłowy”, rodzaj wątpliwego dodatku. Mimo to, jest on dozwolony,stosowany w szerokiej gamie produktów i sprzedawany w sklepach jako posypka, trochę jak sól kuchenna. Najbardziej znana marka? Ajinomoto,

oczywiście. Marka, która stała się synonimem glutaminianu sodu, trochę jak „Frigidaire” dla lodówki. W rzeczywistości, bardziej odważni mogą go również znaleźć online, z dostawą do domu. Tak, nawet we Francji. Kolejne miejsce, gdzie glutaminian sodu pojawia się subtelnie, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy: niektóre sosy sojowe, sosy barbecue, sosy „pieczone” czy marynaty. To właśnie ten mały dodatek nadaje potrawom głęboki, niemal zmysłowy smak. To wrażenie, że danie gotowało się na wolnym ogniu przez trzy godziny, mimo że jest prosto z opakowania. Jest silny, niemal magiczny i, szczerze mówiąc, trudny do odtworzenia w sposób naturalny bez odrobiny wprawy.Czy glutaminian sodu jest niebezpieczny dla zdrowia?

Ach, to wielkie pytanie. To, które dzieliło ludzi przez lata, czasem nawet nad samą miską makaronu. Czy glutaminian sodu jest dla nas szkodliwy? Czy powinniśmy go zakazać na naszych talerzach? A może to tylko zła reputacja, która się do niego przykleiła? Uwaga, spoiler: to trochę bardziej skomplikowane.

Wszystko zaczęło się w latach 60. od tak zwanego syndromu chińskiej restauracji.

Amerykański lekarz opowiadał, że po posiłku w azjatyckiej restauracji odczuwał bóle głowy, kołatanie serca, uderzenia gorąca… Wskazał palcem na glutaminian sodu. I cały świat poszedł w jego ślady. Wtedy historia wywołała burzę. I jak to często bywa, anegdota stała się mitem, a potem niemalże faktem. Ale z perspektywy czasu, a zwłaszcza dzięki licznym badaniom przeprowadzonym od tamtej pory, sytuacja nieco się uspokoiła. Obecnie większość agencji ochrony zdrowia

A lire aussi  Jak zwiększyć neuroprzekaźniki, 4 konkretne działania, aby zoptymalizować równowagę psychiczną

(w tym ciesząca się dobrą reputacją EFSA w Europie, FDA w Stanach Zjednoczonych i WHO) twierdzi, że glutaminian monosodowy (MSG) jestbezpieczny w zazwyczaj spożywanych ilościach.

A jednak nieufność pozostaje, uporczywa, niemal kulturowa. Czy więc powinniśmy się martwić? Cóż, jak to często bywa w żywieniu,wszystko zależy od dawki i indywidualnej wrażliwości.

Niektórzy ludzie zgłaszają występowanie skutków po spożyciu produktów o wysokiej zawartości MSG: bóle głowy, uczucie ciepła, drętwienie… Ale te reakcje są rzadkie, niesystematyczne i czasami trudne do udowodnienia naukowo. Krótko mówiąc, trochę jak nietolerancja glutenu lub laktozy.

Pewne jest, że ludzki organizm

traktuje MSG jak aminokwas.

Jest on metabolizowany normalnie, podobnie jak kwas glutaminowy naturalnie występujący w pomidorze lub serze Comté. Obawy wynikają raczej z

nadmiernego spożycia.

Zwłaszcza gdy jest powiązany z żywnością ultraprzetworzoną, bogatą w sól, tłuszcz i cukier… Krótko mówiąc, nie jest to posiłek, który nazwalibyśmy zbilansowanym. Podsumowując? Sam glutaminian sodu nie jest trucizną. Nie został sklasyfikowany jako toksyczny ani zakazany. Ale to nie znaczy, że można go bezkarnie rozsypywać wszędzie. Najlepszym podejściem jest nadal

nadawanie priorytetu domowemu gotowaniu

z prostymi składnikami i naturalnymi aromatami. A jeśli przypadkiem znajdziesz odrobinę glutaminianu sodu w daniu, nie ma powodu do paniki. Nie spowoduje to żadnych poważnych problemów zdrowotnych.

Wpływ glutaminianu sodu na organizm: mit kontra rzeczywistość

Jeśli posłuchasz wszystkiego, co mówi się o glutaminianie sodu, możesz pomyśleć, że jest on odpowiedzialny za wszystkie nasze dolegliwości. Bóle głowy, zmęczenie, kołatanie serca, przyrost masy ciała, a nawet problemy trawienne… Jednak gdy przyjrzysz się temu bliżej, odkryjesz znacznie mniej dramatyczną rzeczywistość. A przede wszystkim, znacznie bardziej złożoną. Po pierwsze, wyjaśnijmy sobie. Po dostaniu się na talerz, glutaminian sodu jest przez nasz organizm traktowany jak każdy inny aminokwas. Nic więcej, nic mniej. Jest on przetwarzany, wchłaniany i wykorzystywany przez organizm… podobnie jak kwas glutaminowy naturalnie występujący w daniu z ryżu z grzybami lub dojrzałym serem Comté. To nie jakaś chemiczna obca substancja z jakiegoś nieznanego laboratorium; to skoncentrowana wersja czegoś, co nasz organizm już zna.

Dlaczego więc niektórzy twierdzą, że doświadczają skutków ubocznych? Dobre pytanie. W rzeczywistości te reakcje dotyczą tylko bardzo niewielkiej części populacji. W rzadkich przypadkach niektóre wrażliwe osoby opisują objawy po spożyciu dania bogatego w glutaminian sodu. Mogą one wahać się od lekkiego dyskomfortu do uczucia ciepła w twarzy, a nawet lekkich nudności. Nic systematycznego, nic niebezpiecznego, ale wystarczająco, aby ich doświadczenie zostało potraktowane poważnie.Czy to ma podłoże psychosomatyczne? Czy jest związane z innymi składnikami potrawy? A może po prostu z nadmiarem przetworzonej żywności? Trudno powiedzieć. Wiemy jednak, że poważne badania z podwójnie ślepą próbą (gdzie ani pacjent, ani badacz nie wiedzą, kto co jadł) nigdy nie udowodniły wyraźnego związku między glutaminianem sodu a tymi objawami.

Zatem nie, glutaminian sodu nie jest „cudownym” składnikiem, którego należy natychmiast zakazać. Ale nie jest też nieszkodliwym magicznym produktem, którym można posypywać się bez umiaru. Jak zawsze, to kwestia umiaru,

kontekstu i zdrowego rozsądku. Trochę jak wino. Jedna lampka może być dobra, trzy każdego wieczoru, niekoniecznie.

A jeśli należysz do tych, którzy wolą go unikać, wiedz, że nie jesteś sam. Coraz więcej marek oferuje produkty bez glutaminianu sodu, wyraźnie oznaczone. To od Ciebie zależy, co Ci najbardziej odpowiada. Czasami organizm sam wie lepiej niż sam bada, co mu najlepiej służy.Sól, sód i glutaminian: jaka jest różnica?

Łatwo się pomylić między solą, sodem i glutaminianem. I szczerze mówiąc, nie mamy do Ciebie pretensji. Etykiety produktów spożywczych nie zawsze wyjaśniają sprawę, a terminy techniczne mogą ją czasem komplikować. Dlatego nie przejmujmy się tym zbytnio.

Sól kuchenna, której używamy na co dzień, to chlorek sodu.

Zasadniczo to sód połączony z chlorem. To właśnie on nadaje jej charakterystyczny słony smak, a w nadmiarze może powodować problemy zdrowotne, szczególnie związane z ciśnieniem krwi. Z drugiej strony, glutaminian sodu również zawiera sód. Ale w znacznie mniejszej ilości. W rzeczywistości, w równych ilościach, dostarcza około połowy sodu w porównaniu ze zwykłą solą. Oznacza to, że podczas gotowania można czasami użyć go trochę, aby poprawić smak potrawy, jednocześnie… Zmniejszenie całkowitego spożycia sodu.

A lire aussi  Odżywianie i kondycja: kompletne śniadanie, które zapobiega podjadaniu

Tak, trochę wbrew temu, co można by sądzić.

  • Ale uwaga, nie oznacza to, że należy go postrzegać jako cudowną alternatywę. Glutaminian sodu nie zastępuje soli ani nie poprawia mdłych przepisów. Odgrywa inną rolę:
  • wzmacnia niektóre smaki,
  • zwłaszcza smaki umami. To wyjaśnia, dlaczego często występuje w gulaszach, bulionach, sosach lub potrawach o złożonych aromatach. Oznacza to zasadniczo, że nie możemy wrzucać wszystkich „sodów” do jednego worka. Tak, sól i glutaminian sodu zawierają sód, ale nie mają tego samego smaku, tej samej funkcji ani tego samego wpływu, w zależności od sposobu użycia. I to właśnie ten niuans zasługuje na zrozumienie.
  • Jeśli więc ograniczasz spożycie soli ze względów zdrowotnych, pamiętaj, że umiarkowane spożycie glutaminianu sodu może w niektórych przypadkach pomóc ograniczyć nadmiar. Klucz pozostaje jednak ten sam: słuchaj swojego ciała, gotuj w domu tak często, jak to możliwe, i unikaj skrajności.
  • Ani w jedną, ani w drugą stronę.
  • Jak zastąpić glutaminian sodu w przepisach? Uwielbiasz aromatyczne, złożone dania, trochę jak te z Twojej ulubionej azjatyckiej restauracji… ale bez glutaminianu sodu? Dobra wiadomość: to całkiem możliwe. Nie potrzebujesz sproszkowanych dodatków, aby kusić swoje kubki smakowe. Czasami wystarczy znać odpowiednie składniki, takie, które ożywią danie bez zbędnych ceregieli.
  • Po pierwsze, bądźmy szczerzy: glutaminian ma prawdziwy talent. Dodaje treści, łączy smaki, zapewnia słynne doznanie umami, które pozostaje na podniebieniu. Ale nie jest niezastąpiony. W naturze wiele produktów spożywczychnaturalnie zawiera glutaminian lub podobne związki. Możemy się tym bawić i często rozwijamy w sobie do niego smak. Do najskuteczniejszych alternatyw należą:

Suszone grzyby (shiitake, borowiki): prawdziwa bomba umami, zwłaszcza po nawodnieniu.

Suszone pomidory

: skoncentrowane, intensywne, idealne do wzbogacenia sosu.

Parmezan (lub ogólnie sery dojrzewające): prawdziwy skarb do doprawiania puree ziemniaczanego lub risotto.

Sos sojowy (lub tamari, który jest łagodniejszy): niezbędny do przyprawiania, ale nie przytłaczający.

Pasta miso

: słona, fermentowana, bogata… wręcz magiczna, nawet w małych ilościach.Drożdże podstawowe

: w płatkach lub proszku, idealne do dodania smaku daniu wegetariańskiemu lub raczej mdłej zupie.

Anchois

, wodorosty, a nawet odrobinabiałego wina w sosie: wszystkie te dodatki nadają umami wymiar bez sztucznych dodatków. A potem jestczas

. Tak, czas też jest ważnym składnikiem. Gotowanie na wolnym ogniu, redukcja, grillowanie, pieczenie… wszystko to tworzy smak. Zwykle o tym zapominamy, chcąc przyspieszyć, ale danie gotowane na wolnym ogniu przez godzinę nabiera głębi, której żadna przyprawa w proszku nigdy nie zastąpi.

Bawiąc się teksturami, przyprawami i sokami z gotowania, często osiąga się oszałamiające rezultaty. Ugotowałam nawet bulion bez kostki rosołowej, tylko z łupinami cebuli, zapomnianą marchewką i szczyptą sosu sojowego, i wszyscy wzięli dokładkę. To tylko dowodzi, że naturalne składniki wciąż mają kilka asów w rękawie. Więc nie, zastąpienie glutaminianu sodu nie oznacza poświęcenia smaku. Wymaga to po prostu odrobiny więcej uwagi, intuicji, a czasem odwagi. Ale to właśnie tutaj gotowanie staje się naprawdę interesujące.Dlaczego niektórzy kucharze nadal używają glutaminianu sodu?

Skoro mówimy o powrocie do naturalnej żywności, surowych składników i gotowania w domu… ​​dlaczego niektórzy szefowie kuchni lub kucharze na co dzień nadal używają glutaminianu sodu? Odpowiedź jest prosta. A jednak nie taka prosta. Glutaminian sodu – możesz go krytykować do woli, ale ma jedną zaletę, której brakuje wielu innym składnikom:działa za każdym razem.

Niewielka dawka wystarczy, by ożywić mdłe danie. Jest subtelny, ale niezwykle skuteczny. A czasami, gotując dla tłumu lub ze składników średniej jakości, to szybkie rozwiązanie, które zapobiega rozbiciu się potrawy.

Musimy również wspomnieć o czymś, o czym często się zapomina: jest niedrogi, łatwy w przechowywaniu i można go odmierzyć co do grama. W niektórych stołówkach, restauracjach czy ulicznych straganach z jedzeniem ten szczegół jest ważny. Pozwala dodać smaku bez drastycznego wzrostu ceny dania. To nie oszustwo, to forma optymalizacji, czasami konieczna. I bądźmy szczerzy: nie każdy ma czas na pieczenie kości, redukowanie wywarów przez trzy godziny czy suszenie pomidorów. Kiedy wracasz z pracy o 19:00, masz dwójkę głodnych dzieci i garnek ryżu do skończenia, szczypta glutaminianu sodu może wydawać się bardziej przystępna niż długa kulinarna improwizacja. I niekoniecznie jest to zła rzecz.

A lire aussi  Przygotuj pyszne domowe lody bez chemikaliów i dodatku cukru

W rzeczywistości w niektórych kulturach glutaminian sodu jest częścią dziedzictwa kulinarnego. W Azji, w szczególności, jest po prostu kolejnym składnikiem. Nie jest postrzegany jako dziwny produkt przemysłowy, ale jako prosta przyprawa, tak jak cukier czy sos sojowy. Usunięcie go byłoby niemal zdradą tradycyjnego smaku niektórych potraw.Więc tak, można się bez niego obejść. Widzieliśmy to. Ale ci, którzy decydują się go używać, nie zawsze robią to z wygody lub ignorancji. Czasami to wybór, narzędzie, wykończenie. I dopóki jest stosowany z umiarem i świadomie, naprawdę nie ma potrzeby unoszenia widelców w górę.

Czytanie etykiet: jak rozpoznać obecność glutaminianu sodu?

Patrzysz na paczkę chipsów albo gotowy dip, odwracasz produkt, żeby przeczytać listę składników… i wtedy wszystko staje się nieco mylące. Pomiędzy liczbami E, nazwami naukowymi i trikami w recepturze, nie zawsze łatwo stwierdzić, czy produkt zawiera glutaminian sodu. Najprostszym sposobem jest napisanie czarno na białym: glutaminian monosodowy lub jego nazwa kodowa,

E621

. Przynajmniej wtedy nie ma wątpliwości. Ale czasami jest nieco bardziej przebiegły. Kryje się za terminami takimi jak „ekstrakt drożdżowy”, „aromat”, „hydrolizowane białko roślinne”, „izolat białka sojowego”… I nawet jeśli nie ma dodatku glutaminianu sodu, te składniki często są

naturalnie bogate w glutaminian sodu

. Więc ostatecznie efekt może być podobny.

Są też marki, które z dumą ogłaszają „bez dodatku glutaminianu sodu”. Co jest dobre. Ale uwaga, to nie oznacza „całkowicie bez glutaminianu sodu”. Może występować naturalnie lub w innej formie. Dlatego ważne jest, aby zachować ciekawość, nie popadając w paranoję.

W praktyce produkty często zawierające glutaminian sodu łatwo rozpoznać, jeśli ma się wprawne oko. Wszystko, co jest przygotowane, doprawione i bardzo smaczne za bardzo niską cenę, zasługuje na bliższe przyjrzenie się. Zupy instant, kostki rosołowe, mocno solone przekąski, niektóre sosy przemysłowe… to właśnie tam często tkwi problem.

Z kolei surowa lub minimalnie przetworzona żywność go nie zawiera. Zwykły ryż, marchewka, pierś z kurczaka, garść soczewicy… to wciąż bezpieczne opcje. Nie potrzeba dekodera.

Ale znowu, nie ma potrzeby popadać w obsesję. Chodzi nie o to, aby wszystko dokładnie określić, co do grama, ale po prostu o to, aby wiedzieć, co się je.

I być może, aby z czasem dokonywać nieco bardziej świadomych wyborów. Bo czasami wystarczy rzut oka na etykietę, aby zmienić zdanie.

Glutaminian sodu we Francji: jakie są przepisy?

Czy zatem możemy używać glutaminianu sodu we Francji? Czy jest on monitorowany? Ograniczany? Zakazany? Krótka odpowiedź: tak, jest dozwolony. Ale nie w dowolny sposób i nie we wszystkim. Glutaminian monosodowy jest jednym z dodatków do żywności regulowanych na poziomie europejskim. Jest klasyfikowany pod raczej niepozorną nazwą E621 i, jak wszystkie dodatki, podlega określonym przepisom. Producenci muszą go zadeklarować, przestrzegać maksymalnych dawek i nie mogą go umieszczać w dowolnym rodzaju produktu.

Krótko mówiąc, nie występuje we wszystkich produktach spożywczych, ale jest dozwolony w kilku kategoriach: daniach gotowych, niektórych sosach, przekąskach, zupach w proszku i kostkach bulionowych. Jest również tolerowany w niektórych wędlinach i przetworzonych produktach rybnych. Dopóki mieści się w granicach prawnych, nie ma w tym nic nielegalnego.

Uwaga: we Francji atmosfera wokół glutaminianu sodu jest nieco… napięta. Nie jest nielegalny, ale nie cieszy się też dobrą reputacją. Wiele marek woli go unikać lub zastępować bardziej „naturalnymi” alternatywami, aby uspokoić konsumentów. Trzeba przyznać, że we Francji lubimy wiedzieć, co kładziemy na talerze. I jesteśmy ostrożni wobec składników o nazwach brzmiących zbyt chemicznie.

Z drugiej strony, można go oczywiście kupić. Można go znaleźć online, w sklepach azjatyckich, a nawet na niektórych platformach dowożących jedzenie. Marki takie jak Ajinomoto czy Moto oferują go w postaci proszku, jako klasyczną przyprawę do dań na ciepło. Trochę jak sól lub pokruszona kostka rosołowa.

Czy jest regulowany? Tak. Czy jest monitorowany? Tak. Ale czy jest koniecznie niebezpieczny lub zakazany? Nie, wcale nie. Jak wiele rzeczy w żywieniu, wszystko zależy od kontekstu, dawkowania i nawyków. Często zadawane pytania: Glutaminian sodu w 7 pytaniach1. Czy glutaminian jest naturalny?

Dodaj komentarz